
Ruszyliśmy o 7.00 z nadzieją, że nie będzie padało, jak to miało miejsce przez ostatnie dni w Ustroniu. Chcieliśmy swoim optymizmem rozwiać złe prognozy. Nie udało się. To chyba dlatego, że zabrakło Mieszka /Mieszko wróć!!/ Przezornie wzięłliśmy jednak komplet ubrań do przebrania, włącznie z butami i czapkami. Przydały się bo lało okrutnie i było zimno. Przy takiej pogodzie najbardziej ucierpiały palce rąk, szczególnie moje były tak zmarznięcte, że z trudem przekładałam przerzutki. Za to w butach chlupało wszystkim ale nikt z nas nie zmarzł. Zaraz po wyścigu przebraliśmy się i znów było ciepło i sucho.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz